Friday, October 27, 2017

Córka pedofila - Fragment 2: Na krawędzi






Córka pedofila
Ewa Pirce


Fragment 2: Na krawędzi

Stałam na balkonie, spoglądając w dół.
To tylko kilka pięter – myślałam.
– To nic takiego. Wystarczy, że przejdziesz przez barierkę i skoczysz. No, skocz – mówiłam sobie. – Zakończ to i skocz – podpowiadał z coraz większym naciskiem niestrudzony, nachalny i groźny głos w mojej głowie. – SKOCZ! – Chwyciłam rękoma metalową barierkę i przełożyłam przez nią nogę.
Wsłuchiwałam się w dźwięki piosenki dochodzącej z mojego pokoju. Hałaśliwej i zagłuszającej wszystko, prócz mojego wewnętrznego głosu. Ta piosenka mówiła o tym, że jestem nic niewarta, że moja egzystencja jest karą. Przekleństwem.
Kurwa! Zaciągnęłam się po raz ostatni i rzuciłam peta w dół. Widziałam, jak powoli spada, wirując delikatnie na wietrze… Czy i ja tak będę spadać? Czy będę równie lekka? Czy spadnę jak kamień, rozpieprzając się na środku ulicy i pozostawiając po sobie ciemną plamę? Plamę, która kiedyś się zetrze, jak pamięć o mnie…
Ale kto by miał o mnie pamiętać?
Chciałam poczuć wyzwolenie – choćby ten jeden jedyny raz. Chciałam być wolna. Stałam już po drugiej stronie, zaczynałam się trząść i czułam, że pocą mi się ręce. Bałam się – czy powinnam się bać? Czy będę żałować tego skoku w momencie, w którym moje dłonie oderwą się od barierki? – myślałam. – Nie wiem. Mimo wszystko, myśl o skoku i chwilowym bólu to nic w porównaniu z tym, co odczuwałam każdego pieprzonego dnia… Zaczęłam powoli odrywać palce od metalowej poręczy… Poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele. Wiedziona nieznanym mi uczuciem uniosłam powieki. Oddech uwiązł mi w gardle, a krew szumiała w uszach. Słyszałam tylko walenie własnego serca.
Wtedy po drugiej stronie ulicy dostrzegłam chłopaka.
Kurwa, nie zauważyłam go wcześniej. Zmarszczyłam brwi, gapiąc się na niego beznamiętnie. Skąd się tam w ogóle wziął?
Stał oparty o samochód, z nogami skrzyżowanymi w kostkach. Zaciągnął się papierosem, nie odrywając ode mnie wzroku. Nie byłam w stanie dostrzec jego twarzy przez dzielącą nas odległość. Zastanawiało mnie, dlaczego po prostu stał, przyglądając się mojemu aktowi desperacji? Czy nie powinien zareagować? Podbiec, próbować mnie odwodzić od tego, co zamierzałam zrobić? Czy nie powinien, cholera, wezwać policji?
Przez niego nie mogłam tego zrobić, nie chciałam, by ktokolwiek był świadkiem mojej destrukcji, mojego końca. 
Usłyszałam głos ojca przebijający się przez muzykę.
– Cholera! – Wzdrygnęłam się, wracając do rzeczywistości.
Podciągnęłam się, przechodząc powoli na bezpieczną stronę. Moje ciało drżało od nadmiaru emocji. Oparłam dłonie o uda, oddychając głęboko. Spojrzałam raz jeszcze w kierunku mojego obserwatora, ale nikogo nie dostrzegłam – już go nie było. A może nigdy nie było? Skrzywiłam się, taksując wzrokiem ulicę.
Zacisnęłam mocno powieki i wzięłam głęboki wdech. Było tak blisko…
– Kurwa! Szkoła, gówniaro! Wstawaj! – wrzeszczał ojciec zza zamkniętych drzwi.
Mrugnęłam kilkakrotnie, chcąc odpędzić niechciane łzy i z rezygnacją powlokłam się do pokoju.








No comments:

Post a Comment