Friday, October 27, 2017

Córka pedofila – Fragment 5: Blizny






Córka pedofila
Ewa Pirce


Fragment 5: Blizny


Delikatne dreszcze przeszły po moim ciele, kiedy pulsujący ból zaczął narastać. Poluzowałam uchwyt i popatrzyłam na rozcięcie. Nie było głębokie, ale musiałam przeciąć jakąś żyłkę, ponieważ krew zdążyła przemoczyć papier. Ogromne pragnienie, by raz jeszcze ostrze przecięło moją skórę, zawładnęło moim umysłem. Spojrzałam na nóż, leżący na wyciągnięcie ręki i przygryzłam wargę, próbując z tym walczyć. Jednak każda walka w moim wypadku z góry była skazana na porażkę. 
Wyciągnęłam drżącą dłoń po nóż i chwyciłam jego rękojeść, mocno zaciskając na niej palce. Krew kapała na blat wyspy kuchennej, jej kolor hipnotyzował i kusił. Przystawiłam ostrze do przedramienia, na którym znajdowała się spora ilość blizn i pociągnęłam powoli. Pozwoliłam sobie na
chwilę rozkoszy i uwolnienia, jakich doznałam wraz z otwierającą się na skórze raną.
Kurwa, Lex. – Usłyszałam wściekły głos.
Moja dłoń została odrzucona do tyłu, a nóż uderzył o podłogę z głośnym hukiem. Otworzyłam oczy, orientując się, co zrobiłam i gdzie jestem. Spojrzałam w oczy Jamesa. Przepełnione były złością,
współczuciem i smutkiem. Upuścił białe pudełko z czerwonym krzyżykiem pośrodku i chwycił mnie za nadgarstek, przyciągając do siebie. Patrzył z odrazą na krew, która teraz spływała również po jego dłoni. Ścisnął mocno mój nadgarstek, dostarczając mi tym dużej dawki bólu. Uśmiechnęłam się do niego, czerpiąc z tego przyjemność. Kiedy zorientował się, co robi i jak to na mnie działało, odrzucił moją dłoń, kręcąc głową w niedowierzaniu. 
Odwrócił się i wyszedł z domu, mocno trzaskając drzwiami.
Kretynka – rzuciłam w złości, uderzając pięścią w kuchenny blat. Dotarło do mnie to, co zrobiłam i jak on musiał się czuć, kiedy zastał mnie w kuchni, tnącą się i niemal odpływającą z przyjemności, jaką mi to przynosiło. 
Do oczu napłynęły mi łzy, po czym osunęłam się na podłogę i zaczęłam głośno szlochać. Zawsze to samo, najpierw ulga, przyjemność, a później wszechogarniający strach i smutek. Odraza do samej siebie… 
Przyciągnęłam do siebie kolana, oplatając je ramionami i pozwoliłam sobie na płacz. Nienawidzę siebie… Tak bardzo siebie nienawidzę…


(...)


Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i osunęłam się powoli na posadzkę. Popatrzyłam na swoją spuchniętą dłoń i zacisnęłam ją w pięść, uderzając mocno o podłogę. Z ust wyrwał mi się cichy jęk, ale stłumiłam go, zasłaniając je ramieniem. 
Co pozostało osobie, która nie posiada nawet własnej duszy? 
Odkręciłam wodę i wyciągnęłam z szafki kosmetyczkę, biorąc z niej żyletkę. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod gorący strumień wody. 
Skóra na głowie paliła mnie, jakby polano ją wrzątkiem. Usiadłam pośrodku brodzika i oglądałam swoje ciało, szukając odpowiedniego miejsca. 
To było jedyne, co posiadałam. To było coś, dzięki czemu wiedziałam, że mogę decydować. Bo mogłam to zrobić teraz, w tym momencie, miałam poczucie, że to ja podejmuję decyzję. 
Przystawiłam ostrą krawędź do wewnętrznej strony uda, wcześniejsze rany już się zabliźniły. Trzymałam żyletkę przy skórze i kiedy miałam już pociągnąć, przypominam sobie jego usta na swoich.  
Odpędziłam te myśli i patrzyłam na kroplę krwi wypływającą spod ostrza. I to było właśnie to. Zacisnęłam zęby i wbiłam krawędź żyletki mocno w ciało. Potem powoli sunęłam ręką do góry, patrząc, jak skóra rozchodzi się na boki, uwalniając krew, mieszającą się z wodą. Oparłam się plecami o ścianę i napawałam bólem, moim bólem, bo to ja decydowałam, kiedy go chcę, i ja decydowałam, ile go potrzebuję. 
Po kilku minutach wyszłam i owinęłam się ręcznikiem. Krew wciąż sączyła mi się po nodze, ale nie przejmowałam się tym. Wyszłam do pokoju i z ulgą oraz lekkim smutkiem zauważyłam, że Jamesa już nie ma.











No comments:

Post a Comment